| ° Forum ° Odpowiedz ° Rejestracja ° Szukaj ° | |
|
Moneta kolekcjonerska Monety kolekcjonerskie - sklep numizmatyczny. Kompakotowe, nowoczesne i energooszczędne stacje transformatorowe - produkt polski. Poligrafia i Druk Poznań |
| techno / Parada WolnoÂści |
| Autor | Wiadomość |
| KRiZBi
|
Posted: 24 Wrz 2001 22:41:56 Dnia Sat, 22 Sep 2001 21:36:23 +0200, kLaMeQ napisał/a : Jak wam sie podobało na wczorajszej imrezie w Łodzi? Uważam, że był mega
wypas. Szczególnie Bad Company i Andy C dobrze wymiatali. Pojechałem bo chciałem to zobaczyć. Miałem też potem bliżej do B65 :) Wrażenia ? Parada - Byłem prawie od początku, do końca. Mnóstwo kolorowych i poprzebieranych ludzi, nakręcająca muzyka, powietrze nasycone radością. Ale i napierdalające bez sensu gwizdki (brrrr), dresy, jacyś zbłąkani przechodnie patrzący na nas jak na marsjan, padający deszcz, beznadziejna organizacja, żenada, agresja - to wszystko też tam było. Co do samego przejazdu to było 7 (chyba :) platform - nawet nieźle, ale nie wiem co robił autobus z logo "EKWADOR Manieczki - zapraszamy", chyba pomylił trasy (a swoją drogą fajny pomysł, przynajmniej się odróżniali i dobrze, że jechali na końcu :) Były trzy platformy z dnb, co jest już chyba przesadą, ale czego to nie zrobi pizzeria aby dobrze się zareklamować, zresztą nieważne, muzyka była oki, to raczej ludzie nie sprostali :))) Najbardziej podobała mi się (i nie tylko mi) platforma grająca hardcory (a raczej reakcja ludzi na nią ;) i przy niej spędziłem najwięcej czasu. Sam przejazd odbywał się w deszczu, przedtem też ładnie lało, ale nawet to mnie tak nie wnerwiało jak to że tiry jadą za szybko !!!! Momentami trzeba było bieć, a jak ktoś przegapił odjazd tych początkowych ciężarówek, to mu pozostały manieczki, bo dogonić tamtych nie dało rady :))) Po dotarciu tirów pod halę jeszcze grali jeszcze ze 2 godziny, ale padało, więc na zewnątrz zostali tylko twardziele i twardziele bez biletów :) Impreza w hali - A to już musowo trzeba zobaczyć :))) Głowna scena oglądana z góry z trybun naprawdę robi wrażenie na kimś, kto nigdy nie imprezował w dużych klubach. Morze ludzi falujące w blasku strobo, lasery, światła, potężne nagłośnienie... Ale szybko zostajesz sprowadzony do rzeczywistosci, zaczynasz zauważać, że akustyka kiepska-najbardziej wkurzają te echa od ściań i opóźnienia fazowe od różnych głośników (a w dużej hali to już problem), trzeba stać blisko głośników, bo im dalej tym większa kaszana (i tym głośniej słycac gwizdki :), a to wkurza bo tracisz całą przestrzenną panoramę dźwiękową - cóż, to nie mayday, czego oczekiwać po imprze za 45 zł ;) Zauważasz, że kible sa płatne (to jakaś paranoja, nie dajmy się, trzeba z tym walczyć, bo już niedułgo za chillout trzeba będzie płacić ;), że organizacja do kitu, brak porządnej ochrony (o tym już pisali, choć ja na szczęście nie natknąłem się na żadną akcję w wykonaniu dresów) Zauważasz, że ludzie jacyś dziwni, jakby przypadkowi, że brak im uśmiechów na twarzach, tańczą z kamienną twarzą, albo wpatrzeni w jeden punkt... nikt nie krzyczy z radości (za to wokół ćwierkają gwizdki), nikt nie łapie się za ręce (a tu już B65 się wizualizuje), nie tarza się po podłodze z radości i takie tam... może przesadzam, ale byłem na głównej scenie większosć czasu i odniosłem wrażenie, że ludzie wokół mnie są z innej bajki... w dodatku większość była nawalona. Zastanawiam się, po co oni biorą te dragi, skoro nie potrafią ich wykorzystać. A muzycznie impreza wypadła dla mnie mocno średnio. Menu było mało urozmaicone, a i kucharze się nie popisali. Jedynie Andy C zagrał fajny secik, chłopaki z Bad Company zagrali strasznie lekko, nie tego się spodziewałem i nie na to miałem ochotę, ale cóż, pewnie wpasowali swój set do klimatu (znaczy jego braku) a i w końcu główna scena do czegoś zobowązuje ;) Wogóle pierwsza scena była średnia, na arenie dnb byłem tylko zobaczyć na początku, potem nie chciało mi się biegać między halami, na hausach i miminimalach nie było nic ciekawego gdy je odwiedzałem (a przepadły mi gwiazdy tych scen, które grały w tym samym czasie, co AC i BC, o to jeszcze jedna i baaardzo wkurzająca rzecz - nie mogłeś być w trzech miejscach jednocześnie :) Ogólnie impreza mi się podobała, ale mokro w majtkach nie miałem :))) Gdyby nie Andy, który mnie porządnie rozkręcił, to chyba bym podziwiał często chillout (właśnie, chillout był bardzo przyjemny, wszystko co trzeba, no może za mało wygodnych kanap :). Po Hali uderzyliśmy na Węglową, akurat za decki wszedł Norf i zapodał te cudowne soczyste acidy.... ech, gdyby taki klimat i taka muzyka była w hali :)))) Nieee, jednak małe kluby mają to w sobie, że bawię się w nich znacznie lepiej, po prostu to zupełnie inna atmosfera, której nie ma na wielkich spędach. Jakie wnioski - było fajnie i warto było się wybrać :))) Jeśli ktoś jeszcze nie był to niech jedzie, bo to trzeba przeżyć samemu, najwyżej potem człowiek sobie troche ponarzeka :P)))))))) pozdro |